Vadehavet - Park narodowy Morze Wattów

Vadehavet - Park narodowy Morze Wattów
Osuchy, w terminologii międzynarodowej znane jako watty, są efektem działalności morza. W pierwszym rzędzie działalności akumulacyjnej, choć głos ma także działalność niszcząca (erozja). Powodowane ruchem obrotowym Ziemi morze dwukrotnie w ciągu doby zwiększa swój obszar posiadania i dwukrotnie go traci, odsłaniając rozległe, porozcinane odpływowymi rynnami równiny. Najwspanialszym na świecie przykładem obszaru wattowego jest Fryzja – kraina obejmująca wybrzeże i wyspy wschodniego fragmentu Morza Północnego, określanego mianem Morza Wattowego, po duńsku – Vadehavet. W części holenderskiej i niemieckiej Fryzji watty trafiły na listę UNESCO. W duńskiej zaś objęto je ochroną: w roku 2010 powstał tu najmłodszy i naj- większy park narodowy w Danii – Vadehavet Nasjonalpark. Obejmuje on wybrzeże od zatoki Ho Bugt na północ od Esbjergu po granicę z Niemcami. Centrum przyrodnicze parku narodowego – Vadehavscentret –znajduje się w osadzie Vester Vedsted, przy drodze prowadzącej na wyspę Mandø. Właśnie od niego warto rozpocząć rodzinną przygodę z duńskimi wattami.

Księżyc, Słońce i ocean

Zjawisko pływów na Bałtyku nie jest widoczne, dlatego Polacy nie znają go z krajowej utopsji. To wynik izolacji naszego morza, oddzielonego od Atlantyku wąskim gardłem Cieśnin Duńskich. Ale można je zaobserwować już w Kattegacie, a im bliżej otwartego oceanu, tym pływy zyskują na dynamice. Na duńskich wybrzeżach Morza Północnego wahania poziomu morza sięgają jednegodwóch metrów, choć należy podkreślić, że pływy nie mają stałej amplitudy. Głównym sprawcą pływowego zamieszania, będącego konsekwencją ruchu Ziemi wokół własnej osi, jest siła ciążenia Księżyca, w mniejszym stopniu – Słońca. Największe wahania występują w czasie pełni i nowiu, gdy Słońce, Ziemia i Księżyc znajdują się w jednej linii. Niewidzialne macki grawitacji wówczas  sumują  się,  piętrząc wody  na przeciwległych krańcach globu. Minimalny pływ występuje zaś wtedy, gdy Księżyc i Słońce z Ziemią pośrodku utworzą kąt prosty. Dzieje się tak podczas pierwszej i ostatniej kwadry Księżyca, gdy na nocnym niebie widzimy srebrzystą literę D lub jej lustrzane odbicie. Wysokość pływów zależy także od kierunku i siły wiatru – ten czynnik jest najmniej przewidywalny i bywał w przeszłości przyczyną katastrofalnych powodzi. O tym, jakie skutki może wywołać złowieszczy koktajl w  postaci  przypływu  zmiksowanego  ze sztormem  świadczą  spotykane w wielu miejscach na wybrzeżu Vadehavet słupy powodziowe.  Zaznaczono na nich największe przybory wód, przy  czym na wszystkich powtarza  się  umieszczona  przy  samym wierzchołku data 1634. 1 października owego roku na dzisiejszym pograniczu duńsko-niemieckim zginęło 12 000 ludzi, najwięcejzaś  na  niemieckiej wyspie Nordstrand (obecnie półwysep), gdzie z około 8 000 mieszkańców utonęło ponad 6 000. Ofiary były nawet w oddalonym od morza Ribe.

Vadevandring, czyli suchą (prawie) stopą po morzu

Główną, unikalną w Skandynawii atrakcją Morza Wattowego są vadevandring – dalekie wędrówki po odsłoniętym dnie morskim w czasie odpływu. To fryzyjska specjalność i bardzo rozpowszechniona forma spędzania wolnego czasu, będąca wielką frajdą dla całej rodziny. Wprawdzie można na bosaka, ale po grząskim podłożu lepiej stąpać w kaloszach i pod opieką przewodnika. Dzięki niemu dowiemy się, gdzie szukać ostryg, jakie  kraby  zamieszkują  tutejsze wody, poznamy różne odmiany małży, ślimaków i innych mieszkańców Vadehavet. No i z pewnością unikniemy przykrej niespodzianki, gdy roztargnionych wędrowców zaczynają ścigać wody przypływu. A sytuacja zmienia się dokładnie co sześć godzin i 12 minut. O  terminy wycieczek najlepiej pytać w centrum parku narodowego Vadehavscentret. Dla rodzin z dziećmi przygotowano specjalne wędrówki, obliczone na około półtorej godziny, w cenie 50 DKK (dzieci – 25 DKK). Najmłodsi otrzymują podbieraki i  karty do  rozpoznawania  zwierząt –  o bardziej atrakcyjną formę zdobywania wiedzy o środowisku nie jest łatwo... Dla  tych,  którzy  mają  dobrą kondycję, przygotowano safari ostrygowe – pięciogodzinne vadevandring z przewodnikiem, którego celem jest ów małż–przysmak. Duże ilości ostryg można znaleźć na okolicznych ławicach. Warto dodać, że dzikie ostrygi z Morza Wattowego oraz z  fiordu Limfjorden uchodzą za jedne z najsmaczniejszych, stając się duńską specjalnością kulinarną. Na safari wyrusza się w woderach, umożliwiających  brodzenie w wodzie sięgającej pasa, niezbędna  jest  też para rękawic, bez których można sobie pokaleczyć ręce na ostrygowym „złożu”.  Udział w safari to wydatek 175 DKK, do tego należy dorzucić 50 DKK za wypożyczenie  woderów. Wprawdzie ze zdobyczną  muszlą można sobie poradzić używając noża, ale warto na pamiątkę  kupić  fryzyjski wynalazek  do rozłupywania ostryg.  Wyprawa szybko się zwróci, gdyż owe szlachetne, spożywane na surowo małże  należą do najdroższych owoców morza.

Wattowy mix

Podczas rajdów przez odsłonięte dno warto mieć ze sobą lornetkę – na błotniskach żerują liczne ptaki, wśród których zwracają uwagę zerwonodziobe ostrygojady. To istne  latające  otwieracze:  dysponując własnym patentem na zakute w skorupę mięczaki  dziesiątkują  ostrygi, a zimą potrafią  spałaszować do  300  sercówek dziennie. Wattowe wybrzeża to ornitologiczny raj,  zaludniony przez miliony pierzastych tubylców i ich znajdujących się w tranzycie gości. Ptasim fenomenem nad brzegami Vadehavet jest Sort sol, czyli Czarne Słońce. Zjawisko to można obserwować w okresie wiosennych i jesiennych migracji, gdy tuż przed zachodem setki tysięcy szpaków sposobią się do lądowania, tworząc  żywą,  rozedrganą  chmurę. Obserwowano  już  stada  liczące ponad milion osobników! Sort sol  jest na  tyle częste, że w dość szerokiej rozpiętości cen – od 50 do 185 DKK – można wziąć udział w zorganizowanych  obserwacjach szpaczych  zaćmień  Słońca.  To  świetny pomysł na rodzinny wieczór, w dodatku ze sporą dawką edukacji. Oprócz morskiej i powietrznej fauny, ciekawostką  są  przystosowane  do  słonego środowiska rośliny – halofity. Jedną z nich jest kveller – soliród zielny. W Polsce objęty ścisłą ochroną, a w duńskiej  Fryzji po sproszkowaniu stosowany jako sól roślinna– produkt powstający na wyspie Mandø. Warto kupić słoiczek jako oryginalną pamiątkę z wybrzeża Vadehavet. Nieodłącznym elementem pej zażu wattowego są drewniane, wysunięte w morze palisady. Ułatwiają one osadzanie naniesionego  podczas  przypływu materiału, wzmacniając tym samym wybrzeże i przyczyniając się do zwiększenia  jego powierzchni.  Chodzi o łąki marszowe, cenne pastwiska dla wiecznie głodnych zastępów włochatych kosiarek – owiec rasy wschodniofryzyjskiej, słynących ze znakomitej  jakości mięsa  i mleka. Owe konstrukcje, po dodaniu faszyny i uformowaniu  na  kształt  niedomkniętego prostokąta, w czasie odpływu  stają  się pułapką na ryby. Tak łowiono je niegdyś na Mandø.

Share this page

Domy wakacyjne w Zachodniej Jutlandii - rezerwacja online

Gwarancja najlepszej ceny
Tutaj rezerwujecie Państwo z całą pewnością po okazyjnych cenach: Od zaraz obowiązuje gwarancja najlepszej ceny na wszystkie oferowane obiekty wakacyjne, wszystkie terminy podróży i nawet na oferty specjalne!
Rezerwacja online ...

Królową duńskich Wysp Północnofryzyjskich jest Rømø. To wyłączne dzieło morza i wiatru – wyspa zbudowana jest z drobnoziarnistego piasku, nie ma tu kamieni. Jej stałą załogę tworzy zaledwie 700 mieszkańców, ale latem siły te wzmacnia turystyczna dywizja złożona z około 10.000 gości. Celowo nie tworzono tu większej liczby miejsc noclegowych – na Rømø niema kombinatów wypoczynkowych czy krzykliwych centrów wakacyjnej rozrywki.

Mała wyspa Fanø należy do archipelagu Wysp Fryzyjskich, na której zachwyca urozmaicona przyroda: biel i zieleń wydm, szerokie plaże, płaskie tereny odpowiednie do marszu, rzeki i szerokie łąki, jeziorka, rzadkie gatunki roślin. Na Fanø można dostać się w 12 minut, korzystając z promu FanøFærgen, kursującego z pobliskiego Esbjergu. Podobnie jak Rømø, wyspa jest efektem kooperacji dwóch żywiołów. Długa na 18 kilometrów, w najwęższym miejscu mierzy tylko trzy kilometry szerokości.

Z wyglądu przypomina kalderę wygasłego wulkanu. Mandø – wyspa, której mieszkańcy  od  tysiąca  lat  zmagają  się  z żywiołem. I dziś  nie  jest  lekko:  prowadzący ku niej trakt dwukrotnie w ciągu doby  zakrywa  przypływ –  przeciętnie różnica  poziomów  wynosi  1,7 metra.Podczas  odpływu  da  się  tu  dojechać samochodem czy rowerem, choć najlepsza
jest… przejażdżka traktorem!

Morze daje, morze zabiera...