Vadehavet - Park narodowy Morze Wattów
Księżyc, Słońce i ocean
Zjawisko pływów na Bałtyku nie jest widoczne, dlatego Polacy nie znają go z krajowej utopsji. To wynik izolacji naszego morza, oddzielonego od Atlantyku wąskim gardłem Cieśnin Duńskich. Ale można je zaobserwować już w Kattegacie, a im bliżej otwartego oceanu, tym pływy zyskują na dynamice. Na duńskich wybrzeżach Morza Północnego wahania poziomu morza sięgają jednegodwóch metrów, choć należy podkreślić, że pływy nie mają stałej amplitudy. Głównym sprawcą pływowego zamieszania, będącego konsekwencją ruchu Ziemi wokół własnej osi, jest siła ciążenia Księżyca, w mniejszym stopniu – Słońca. Największe wahania występują w czasie pełni i nowiu, gdy Słońce, Ziemia i Księżyc znajdują się w jednej linii. Niewidzialne macki grawitacji wówczas sumują się, piętrząc wody na przeciwległych krańcach globu. Minimalny pływ występuje zaś wtedy, gdy Księżyc i Słońce z Ziemią pośrodku utworzą kąt prosty. Dzieje się tak podczas pierwszej i ostatniej kwadry Księżyca, gdy na nocnym niebie widzimy srebrzystą literę D lub jej lustrzane odbicie. Wysokość pływów zależy także od kierunku i siły wiatru – ten czynnik jest najmniej przewidywalny i bywał w przeszłości przyczyną katastrofalnych powodzi. O tym, jakie skutki może wywołać złowieszczy koktajl w postaci przypływu zmiksowanego ze sztormem świadczą spotykane w wielu miejscach na wybrzeżu Vadehavet słupy powodziowe. Zaznaczono na nich największe przybory wód, przy czym na wszystkich powtarza się umieszczona przy samym wierzchołku data 1634. 1 października owego roku na dzisiejszym pograniczu duńsko-niemieckim zginęło 12 000 ludzi, najwięcejzaś na niemieckiej wyspie Nordstrand (obecnie półwysep), gdzie z około 8 000 mieszkańców utonęło ponad 6 000. Ofiary były nawet w oddalonym od morza Ribe.
Vadevandring, czyli suchą (prawie) stopą po morzu
Główną, unikalną w Skandynawii atrakcją Morza Wattowego są vadevandring – dalekie wędrówki po odsłoniętym dnie morskim w czasie odpływu. To fryzyjska specjalność i bardzo rozpowszechniona forma spędzania wolnego czasu, będąca wielką frajdą dla całej rodziny. Wprawdzie można na bosaka, ale po grząskim podłożu lepiej stąpać w kaloszach i pod opieką przewodnika. Dzięki niemu dowiemy się, gdzie szukać ostryg, jakie kraby zamieszkują tutejsze wody, poznamy różne odmiany małży, ślimaków i innych mieszkańców Vadehavet. No i z pewnością unikniemy przykrej niespodzianki, gdy roztargnionych wędrowców zaczynają ścigać wody przypływu. A sytuacja zmienia się dokładnie co sześć godzin i 12 minut. O terminy wycieczek najlepiej pytać w centrum parku narodowego Vadehavscentret. Dla rodzin z dziećmi przygotowano specjalne wędrówki, obliczone na około półtorej godziny, w cenie 50 DKK (dzieci – 25 DKK). Najmłodsi otrzymują podbieraki i karty do rozpoznawania zwierząt – o bardziej atrakcyjną formę zdobywania wiedzy o środowisku nie jest łatwo... Dla tych, którzy mają dobrą kondycję, przygotowano safari ostrygowe – pięciogodzinne vadevandring z przewodnikiem, którego celem jest ów małż–przysmak. Duże ilości ostryg można znaleźć na okolicznych ławicach. Warto dodać, że dzikie ostrygi z Morza Wattowego oraz z fiordu Limfjorden uchodzą za jedne z najsmaczniejszych, stając się duńską specjalnością kulinarną. Na safari wyrusza się w woderach, umożliwiających brodzenie w wodzie sięgającej pasa, niezbędna jest też para rękawic, bez których można sobie pokaleczyć ręce na ostrygowym „złożu”. Udział w safari to wydatek 175 DKK, do tego należy dorzucić 50 DKK za wypożyczenie woderów. Wprawdzie ze zdobyczną muszlą można sobie poradzić używając noża, ale warto na pamiątkę kupić fryzyjski wynalazek do rozłupywania ostryg. Wyprawa szybko się zwróci, gdyż owe szlachetne, spożywane na surowo małże należą do najdroższych owoców morza.
Wattowy mix
Podczas rajdów przez odsłonięte dno warto mieć ze sobą lornetkę – na błotniskach żerują liczne ptaki, wśród których zwracają uwagę zerwonodziobe ostrygojady. To istne latające otwieracze: dysponując własnym patentem na zakute w skorupę mięczaki dziesiątkują ostrygi, a zimą potrafią spałaszować do 300 sercówek dziennie. Wattowe wybrzeża to ornitologiczny raj, zaludniony przez miliony pierzastych tubylców i ich znajdujących się w tranzycie gości. Ptasim fenomenem nad brzegami Vadehavet jest Sort sol, czyli Czarne Słońce. Zjawisko to można obserwować w okresie wiosennych i jesiennych migracji, gdy tuż przed zachodem setki tysięcy szpaków sposobią się do lądowania, tworząc żywą, rozedrganą chmurę. Obserwowano już stada liczące ponad milion osobników! Sort sol jest na tyle częste, że w dość szerokiej rozpiętości cen – od 50 do 185 DKK – można wziąć udział w zorganizowanych obserwacjach szpaczych zaćmień Słońca. To świetny pomysł na rodzinny wieczór, w dodatku ze sporą dawką edukacji. Oprócz morskiej i powietrznej fauny, ciekawostką są przystosowane do słonego środowiska rośliny – halofity. Jedną z nich jest kveller – soliród zielny. W Polsce objęty ścisłą ochroną, a w duńskiej Fryzji po sproszkowaniu stosowany jako sól roślinna– produkt powstający na wyspie Mandø. Warto kupić słoiczek jako oryginalną pamiątkę z wybrzeża Vadehavet. Nieodłącznym elementem pej zażu wattowego są drewniane, wysunięte w morze palisady. Ułatwiają one osadzanie naniesionego podczas przypływu materiału, wzmacniając tym samym wybrzeże i przyczyniając się do zwiększenia jego powierzchni. Chodzi o łąki marszowe, cenne pastwiska dla wiecznie głodnych zastępów włochatych kosiarek – owiec rasy wschodniofryzyjskiej, słynących ze znakomitej jakości mięsa i mleka. Owe konstrukcje, po dodaniu faszyny i uformowaniu na kształt niedomkniętego prostokąta, w czasie odpływu stają się pułapką na ryby. Tak łowiono je niegdyś na Mandø.
